Po prostu „bądź”

W świecie przepełnionym bodźcami i informacjami, nasze umysły rozgrzały się i pchają nas w wir nadaktywności. Zapomnieliśmy, co to znaczy po prostu „być”.

#13 Posty o poście

Konieczność odłączenia się

Jak już zapewne wiecie, w tzw. Środę Popielcową podjąłem decyzję o poście, rozumianym jako wstrzymywanie się od pewnych działań i skupienie się na tym co wewnętrzne. Chciałem dać sobie czas na zastanowienie nad swoim życiem. Na blogu jest już 12 postów zawierających moje refleksje z tego okresu. Powinno być ich więcej, zważywszy na to, że obiecałem sobie pisać codziennie, ale niestety nie każdego dnia było to możliwe. Dni bywają różne. Człowiek musi też odpoczywać.

Jednym z założeń postu, którego się podjąłem, było unikanie świata cyfrowego. Minęło już 21 dni i muszę powiedzieć, że z każdą kolejną dobą ograniczania internetu, czuję się psychicznie coraz lepiej.

Jestem aktywny w mediach społecznościowych od 2010 roku. Minęło już 10 lat. Publikowałem z różną częstotliwością. Nie miałem właściwe nigdy dłuższej przerwy, aby móc przyjrzeć się temu, co się dzieje, tak jakby z perspektywy trzeciej osoby.

Mam wiele różnych wniosków z tym związanych, ale większość z nich zachowam na podsumowanie, które opublikuję 40 lub 41 dnia tego postu. Tymczasem powiem, że taka przerwa pozwoliła mi zdystansować się od wielu rzeczy, do których się przyzwyczaiłem, będąc w mediach społecznościowych. Przyzwyczaiłem się do tego stopnia, że nie zauważyłem, jak bardzo dałem się wciągnąć w ten świat, nawet jeśli wydawało mi się, że jest inaczej. Byłem przekonany, że kontroluję moje korzystanie z internetu, jednak kiedy zrobiłem sobie ten, nazwijmy to, cyfrowy post, okazało się, że wiele rzeczy umknęło mojej uwadze.

Nie reaguj

Z biegiem czasu granica pomiędzy tym, co dzieje się w świecie fizycznym, a tym, co widzimy w świecie wirtualnym, staje się coraz cieńsza. W dobie, kiedy na Instagramie relacjonujemy swoje życie, pokazując innym to, co w danej chwili robimy, zaczynamy traktować świat wirtualny niemalże tak jak prawdziwy i trzeba powiedzieć, że rzeczywiście to, co dzieje się w tak zwanym realu, znajduje swoje odbicie w świecie cyfrowym. Wszystkie wydarzenia polityczne dzieją się jednocześnie w świecie rzeczywistym i w świecie wirtualnym. Przeżywamy to wspólnie z innymi w mediach społecznościowych. Ludzie wyrażają swoje opinie, swój strach, zadowolenie, radość, podekscytowanie, a my to widzimy i w jakiś sposób na to reagujemy.

Bodźców, które na nas oddziałują, jest dziś naprawdę bardzo dużo. Jeżeli jesteśmy przyzwyczajeni do korzystania z Instagrama przez pół godziny dziennie, to wiemy doskonale o tym, ile informacji dociera przez oczy i uszy do naszego mózgu. Mamy świadomość, o ilu sprawach myślimy jednocześnie.

Z racji łatwości, z jaką możemy reagować na to, co widzimy, a mam na myśli tutaj lajki i komentarze, wykształcamy w sobie odruch natychmiastowej odpowiedzi na bodźce. Nie potrafimy już odbierać bodźca i nie reagować na niego. Czujemy kompulsywny przymus odpowiedzi w jakikolwiek sposób. Przycisk „like” przyzwyczaja nasz umysł do reagowania na napotkaną informację. Jest to jedynie widoczny objaw tego, co dzieje się w naszych mózgach w dzisiejszych czasach, a mianowicie, wiadomości nie przelatują przez nasz umysł, lecz zawieszają się przynajmniej na chwilę i czujemy się zmuszeni do ustosunkowania się do nich w taki czy inny sposób.

Oddychaj

W trakcie trwającego postu wykonuję ćwiczenie, o którym mówiłem już na Instagramie (kliknij tutaj, aby obejrzeć film). Wykonałem „różaniec” z 40 paciorków. Chwytam pierwszy paciorek pomiędzy palec wskazujący a kciuk. Robię powolny wdech, licząc w myślach do trzech. Zatrzymuje oddech na wdechu, również licząc do trzech. Następnie wypuszczam powietrze z płuc, licząc do trzech, po czym zatrzymuję oddech na wydechu, licząc do trzech. Wykonuję ten cykl czterdziestokrotnie, za każdym zmieniając paciorek.

To ćwiczenie pomaga wyrobić w sobie nawyk nie reagowania na żadne bodźce. Mamy myśleć tylko o oddechu. W tym czasie nasz umysł analityczny jest zupełnie wyłączony i skupia się po prostu na tym, żeby bodźce, które pojawiają się w naszej głowie, przelatywały przez nas swobodnie i nie wywoływały jakiegokolwiek poruszenia. Jak w przypadku każdego nawyku – potrzeba praktyki, aby go w sobie wyrobić. To ćwiczenie ma na celu przyzwyczajanie naszego umysłu do działania w inny sposób. Staramy się zaniechać działania i po prostu „być”. Ci z Was, którzy praktykują podobne ćwiczenia, wiedzą, jak słodkie i nieporównywalne z niczym jest to uczucie.

Zaniechaj działania

Kilka dni temu wyznaczyłem sobie dzień, w którym postanowiłem zmuszać mój umysł do niereagowania na to, co się zdarza wokół mnie. Często wykonując pracę, która polega na powtarzaniu określonych czynności, zmęczeni rutyną, gdzieś tam w duchu prowadzimy wewnętrzny dialog i narzekamy na to, co musimy robić lub staramy się w tym czasie myśleć o czym innym. Tego dnia postanowiłem skupić się na tym, co robię i odnaleźć w tym jakiś sens, cieszyć się codziennymi czynnościami, skupić się na nich, odrzucić wszystkie inne rozmyślania i po prostu być zewnętrznym obserwatorem samego siebie.

Starałem się też słuchać ludzi. Chciałbym nauczyć się więcej słuchać niż mówić. Współcześni ludzie mają skłonność do natychmiastowego odpowiadania komuś, kto do nas mówi, zamiast skupić się na zrozumieniu tej osoby. W ten sposób również wytężamy nasz umysł, nie dajemy mu spokoju. Jest to kolejny objaw przyzwyczajenia do reagowania na wszystko, co się dzieje. Czujemy, że kiedy ktoś coś mówi, musimy prowadzić z nim dyskusję. A może by tak po prostu posłuchać? To też postanowiłem robić – wsłuchiwałem się w to, co do mnie ludzie mówią, niewiele im przerywając, a właściwie nawet zachęcając ich do mówienia więcej.

Kiedy ten dzień zbliżał się do końca, zauważyłem, o ile mniej jestem zmęczony. Można powiedzieć, że ten dzień upłynął mi na nieustającym relaksie, kiedy to rzeczy, sprawy, myśli, koncepcje, wydarzenia przepływały przez mój umysł i nie wywoływały żadnego napięcia.

Działać czy nie działać?

Nie chcę przez to powiedzieć, że powinniśmy zrezygnować z aktywności. Oczywiście, jeżeli chcemy coś osiągnąć, musimy działać. Chcemy wpływać na ludzi i otaczającą nas rzeczywistość. Polecam jednak każdemu poświęcić od czasu do czasu jeden dzień na to, by zamiast działać, przyjrzeć się działaniom swoim i innych ludzi. Patrzeć, słuchać, dotykać, wąchać, smakować, ale nie oceniać. Odczuwać. Może się okazać, że będąc dalej w pracy, przebywając z ludźmi, uczestnicząc w przeróżnych wydarzeniach, będziemy odpoczywać pomimo wiru bodźców i informacji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s