Podręczne inwektywy

Zwolennicy wszystkich światopoglądów wypowiadający się publicznie, pomimo dzielących ich różnic, mają jednak ze sobą coś wspólnego. Wszyscy używają języka sloganów, który zamiast burzyć mury, dolewa oliwy do ognia.

„Faszysta”, „nazista”, „komunista”, „symetrysta”

Każdy z nas przysłuchiwał się rozmowom polityków, czytał dyskusje w mediach społecznościowych i toczył spory światopoglądowe. Każdy z nas wie, jak takie debaty wyglądają. Każdy z nas w głębi serca wie, że jest inaczej niż powinno być.

Początki rozmów są zazwyczaj poprawne. Oto ktoś chce przedstawić swój punkt widzenia. Po kilku chwilach jednak rozmowa przekształca się w przepychankę. Jest tak dlatego, że druga strona, zamiast spokojnie wysłuchać, a następnie rzeczowo odpowiedzieć na argumenty, zamiast tego sięga do swojego podręcznego arsenału inwektyw.

Problemem jest tutaj to, że nie słuchamy, żeby zrozumieć. Słuchamy, żeby odpowiedzieć. Niewielu jest ludzi otwartych na poglądy obce ich własnym. To wymaga myślenia, a myślenie, wbrew popularnemu potwierdzeniu, najwidoczniej boli. Zamiast starać się wczuć w oponenta, najczęściej stosuje się sprawdzoną taktykę: wychwycić jakieś zdanie, a następnie na podstawie tego jednego zdania, opatrzyć przeciwnika odpowiednią etykietą. Można nazwać go „komunistą”, „faszystą”, „nazistą”, „symetrystą”. Można obrazić jego wygląd i wyciągnąć z niego daleko idące wnioski. Można odwołać się do Orwella – to robi zarówno lewica, jak i prawica. Obrywają również ludzie, którzy starają się oceniać sytuację obiektywnie – nazywa się ich „symetrystami”. Możliwości jest wiele.

Tymczasem istnieje różnica między faszyzmem i nazizmem. Socjalizm to nie to samo, co komunizm. Kapitalizm różni się od korporacjonizmu. Nie będę w tym miejscu tłumaczył tych bardziej lub mniej subtelnych różnic. Chcę jedynie zwrócić uwagę na to, że świat nie jest czarno-biały. Poglądy są wysoce zróżnicowane. Przy okazji, upewnij się, że „symetryzm” jest tym, czym myślisz, że jest.

Stosując tego typu uproszczenia oczywiście chcemy usprawiedliwić naszą niechęć do drugiej osoby oraz uniknąć trudnej pracy, jaką jest badanie czyjegoś punktu widzenia. Używając takich inwektyw robimy wrażenie jedynie na podobnych do nas ignorantach. Świadomi ludzie słuchają takich wypowiedzi z niesmakiem.

„Zostałeś striggerowany”

Nie jestem fanem współczesnej nowomowy i kalek językowych. Polszczyzna jest piękna i bogata. Nie lubię, kiedy ktoś ją niepotrzebnie zanieczyszcza zapożyczeniami.

Jakiś czas temu do użytku wszedł czasownik „triggerować”. Pochodzi od angielskiego rzeczownika „trigger”, który oznacza między innymi „spust pistoletu”. Co się dzieje po pociągnięciu spustu? Oczywiście następuje wybuch prochu i wystrzał naboju.

„Triggerować” to zatem sprowokować czyjąś reakcję emocjonalną. Inwektywy, o których napisałem powyżej mają właśnie taki cel: poniżyć, zawstydzić, ośmieszyć, rozwścieczyć przeciwnika.

Na „triggerowaniu” oparta jest większa część debaty publicznej. Niestety. Z takich rozmów niczego nie można się dowiedzieć. Nic nie zmienia się na lepsze. Spór zaognia się jeszcze bardziej. Różnice między nami się pogłębiają.

Jeszcze jeden problem to fakt, że ludzi bardzo łatwo „striggerować”. Ze zdumieniem patrzę, jak stajemy się przewrażliwieni na swoim punkcie. Można usilnie starać się być grzecznym, a i tak trudno uniknąć sytuacji, w której ktoś poczuje się urażony.

Czy poprawność polityczna jest rozwiązaniem?

Bliska jest mi idea dyplomatycznego rozwiązywania problemów. W obecnej sytuacji w Polsce niczego nie potrzebujemy bardziej niż spokojnej, rzeczowej debaty. Należy odrzucić emocje i skupić się na faktach, które powinniśmy skutecznie przedstawiać. Nie oznacza to jednak, że należy za wszelką cenę unikać ostrzejszego języka.

Moim zdaniem trend „wygładzania” i „ugrzeczniania” języka nie jest dobry. Czasami po prostu trzeba „uderzyć pięścią w stół”. Podkreślam: „czasami”. Jednak wykreślanie z naszego słownika kolejnych słów powoduje, że coraz trudniej jest cokolwiek powiedzieć i jednocześnie kogoś nie urazić. Najlepsza, jak zawsze, jest droga rozsądku, droga środka.

Celem dialogu powinno być uzyskanie porozumienia, a nie rozpalanie sporu. Na zgodzie zyskują obie strony. Warto o tym pamiętać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s