Litera H wczoraj i dziś

Dlaczego dzieci i dorośli piszą literę H zupełnie inaczej? Wszystkiemu winien jest przestarzały system edukacji.

Ten tekst chciałem napisać już dawno temu. Rozmyślam na ten temat z przerwami od mniej więcej połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Tak, to już ponad dwadzieścia lat. Temat nie dawał mi spokoju. Nie rozmyślałem o tym codziennie – to świadczyłoby o jakiejś dziwnej obsesji. To jak malutki kamyk w bucie, który co prawda nie utrudnia życia, ale jednak chodzić jest niewygodnie.

Leczenie leworęczności

Nie pamiętam dokładnie, jak to było, kiedy zaczynałem podstawówkę. Zostały jedynie mgliste obrazy, jakieś strzępki w pamięci. Najwięcej z tych wspomnień dotyczy nauki pisania.

Jestem leworęczny. Wiedziałem to jeszcze przed rozpoczęciem nauki szkolnej. Widziałem też, że jestem przez to „inny”. Nie wiem, ile masz lat, ani też kiedy i gdzie zaczynałeś/zaczynałaś szkołę, ale ja zacząłem w 1992 roku w małym wówczas mieście we wschodniej Polsce. Leworęczność uważano wtedy za defekt, który należy w miarę możliwości wyleczyć.

Jako mały chłopiec byłem tego w pełni świadom. Na szczęście moi rodzice nie wywierali na mniej presji, żebym stał się praworęczny, ale nie zmienia to faktu, że spodziewałem się problemów w szkole. Jak się okazało, miałem słuszne obawy, ale o tym za chwilę.

Mieliśmy nakazane pisać piórem ze stalówką. Dla leworęcznego to dość problematyczne, bo pisząc kolejną literę, zaciera się dłonią jeszcze nie wyschniętą literę poprzednią. Wyrobiłem sobie nawyk pisania bez dotykania dłonią kartki, co jest dość niewygodne, ale nie miałem wyjścia. Starałem się wypełniać szkolne obowiązki jak najpilniej.

Pani pokazała mój zeszyt na pierwszym zebraniu jako wzór dla innych uczniów. Moi rodzice byli dumni, ja też. Ale pani wciąż nie wiedziała, że jestem leworęczny. Ukrywałem to aż do drugiego semestru trzeciej klasy. Po prostu to pani powiedziałem. Była zszokowana w taki sposób, który dowodził, że gdybym został zdemaskowany w pierwszej klasie, podejmowanoby próby „przestawienia mnie na praworęczność”.

Jak to się robiło? Ach, mamy rodzinną tradycję w tej kwestii. Mojego leworęcznego  dziadka po prostu bito kijem w lewą dłoń, żeby nie mógł nią pisać. Mojego tatę potraktowano łagodniej – po prostu związywano mu lewą rękę. Jąkał się przez to przez kilka lat, ale nikt nie widział związku tych problemów z „leczeniem” jego „kalectwa”, czyli leworęczności. Ważne, że pisał prawą, czyli prawidłowo. Tak miało być. Takie są zasady. Tak piszą normalne dzieci.

Nauka pisania

Czy ktoś z Was pamięta, jak się pisze prawidłowe, szkolne, duże „H”? Jeśli nie jesteś rodzicem ucznia lub nigdy nie przyszło Ci to na myśl, to pewnie chwilę Ci zajmie, żeby sobie przypomnieć te wszystkie zawijasy? Skąd to wiem? Zapytałem o to mnóstwa osób. Jedynie kilkoro z nich potrafiło szybko napisać tę literę, większość długo sobie ćwiczyła na kartce, zanim nakreśliła prawidłowy kształt, a niektórzy nie byli w stanie w ogóle sobie tego przypomnieć. Nikt, kogo znam, nie pisze dużego H w taki sposób, w jaki pisał w pierwszej klasie. Nikt.

Dla mnie nauka pisania w szkole była drogą przez mękę. Nie dlatego, że nie potrafiłem przyswoić kształtów liter. Z tym szło mi świetnie. Prawdziwy problem tkwił w moim nastawieniu. Nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego nie mogę pisać bez tych wszystkich ozdóbek i łączeń. Dlaczego pisane H musi wyglądać jak wzór toru wyścigowego? Dlaczego nie mogę po prostu zrobić H z trzech prostych kresek? Takie sobie zadawałem pytania.

Byłem w dwujęzycznej angielsko-polskiej podstawówce. Od drugiej klasy mieliśmy lekcje z native speakerem. W każdej klasie była to inna pani z Anglii, Irlandii, Walii, Szkocji. Pierwsza była Judy. Dobrze ją pamiętam. Nie zapomnę też pierwszej lekcji z nią, kiedy napisała na tablicy swoje imię i nazwisko. To były inne litery! Ona pisała duże H za pomocą trzech kresek!

Oto dziewięcioletni Pawełek dostał nowego paliwa do rozmyślań. Dlaczego ona nie pisze tak jak nasze panie w szkole? Moim zdaniem jej pismo było ładniejsze – proste, schludne i o niebo bardziej czytelne niż nasze polskie. Czyli da się. Wcześniej nie miałem dowodów.

Potem na lekcjach techniki pan zaczął nas uczyć pisma technicznego. O, to pismo to dopiero było ładne! Od razu się nim zachwyciłem. Teraz moja układanka była kompletna. Postanowiłem pozbyć się tych poplątanych liter, które nazywa się kaligrafią.

Usiadłem w domu przy biurku, napisałem sobie alfabet z dużych i małych liter i szukałem prostszych wersji dla każdej z nich. Tak skonstruowałem na własny użytek całkiem nowy styl, którego trzymam się do dzisiaj. To prosty i elegancki krój, którego moim zdaniem powinno się uczyć w szkołach 🙂

Nonsens kaligrafii wczesnoszkolnej

Poniżej wyrażę swoje zdanie na temat tego, że sposób, w jaki dzieci uczą się pisać jest całkowicie pozbawiony sensu i celu. To moje zdanie. Mam do niego prawo. Mam argumenty na jego poparcie. Proszę czytać i postarać się zachować spokój 🙂

Wczesnoszkolny krój pisma jest po pierwsze niepraktyczny. Uczymy się pisać głównie po to, żeby móc robić notatki. Notatki powinniśmy sporządzać sprawnie, szybko i czytelnie. Zawijasy spowalniają czynność pisania i czynią pismo zupełnie nieczytelnym.

Kolejny dowód na to, że wczesnoszkolny krój pisma jest niepraktyczny to fakt, że każdy z nas oduczał się go używać. Nikt dorosły nie kreśli liter tak, jak się nauczył (chyba że jest nauczycielem). Po co zatem w mozole uczyć się czegoś, czego potem z mozołem się oduczamy?

To strata energii i czasu, który moglibyśmy poświęcić na naukę bardziej użytecznych umiejętności. Mam na myśli choćby naukę bezwzrokowego pisania na klawiaturze. Gwarantuję, że dzisiejsze siedmiolatki prawie niczego nie będą pisały ręcznie, ale za to prawie wszystko będą pisać na klawiaturze. Niewiele osób potrafi sprawnie pisać na klawiaturze z użyciem dziesięciu palców i bez patrzenia na klawiaturę. Tego powinniśmy dzieci uczyć od wczesnych lat.

Słyszałem kiedyś, że kaligrafia jest ważna, bo rzekomo pozwala „wyrobić” ręce, co jest potem potrzebne w rysowaniu i wkręcaniu śrubek. A nie lepiej po prostu wyrabiać rękę do rysowania rysując i wyrabiać rękę do wkręcania śrubek wkręcając śrubki?

Wnioski

Wczesnoszkolna nauka kaligrafii jest przeżytkiem. Umiejętność pisania tych wszystkich zawijasów nie przydaje się do niczego innego poza pisaniem zawijasów. To absolutna strata czasu. To niepotrzebne męczenie ucznia. To też symbol całej naszej edukacji – oderwanej od rzeczywistości, nie przystającej do współczesnych realiów, nie realizującej potrzeb rynku pracy, bezmyślnie hołdującej tradycji sprzed ponad stu lat. Leworęczność przestano traktować jak niepełnosprawność. Mam nadzieję, że z przymuszania do kaligrafii też wyrośniemy.

Jedna uwaga do wpisu “Litera H wczoraj i dziś

  1. Alfabet nauczany w szkole jest alfabetem przeznaczonym do pisania piórem, bez odrywania ręki od podłoża przy kolejnych literach. Stąd właśnie litery są ciągłe i stąd nienaturalny dla osób oglądających czcionki drukarskie kształt niektórych liter np. s, p czy wspominanego h. Remediów jest kilka. Po pierwsze kupić sobie pióro (są dla leworęcznych) i zacząć nim notować wtedy odkryjemy sens alfabetu. Po drugie kupić dziecku pióro jako pierwszy pisarski instrument. Są fantastyczne i niedrogie pióra dla dzieci pozwalające kształtować prawidłowy chwyt. Po trzecie (najtrudniejsze) nieco z dzieckiem poćwiczyć pisanie. Kaligrafia potrafi dać sporo radości a wyrobione w dzieciństwie nawyki potrafią przetrwać nawet późniejszy i nieunikniony etap pisania długopisem.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s