Panaceum na przebodźcowanie

Żyjemy zanurzeni w hałasie informacji. Nie znamy głosu pochodzącego z wnętrza nas samych. Istnieje darmowy i skuteczny lek na przebodźcowanie i nie jest to popularne „odmóżdżanie”.

Przebodźcowanie jako choroba cywilizacyjna

Postanowiłem dzisiaj wracać z pracy drogą wiodącą przez las. Robię to, mniej lub bardziej regularnie, od wielu lat. Po przepracowanym dniu wchodzę na prawie godzinę na nieuczęszczaną leśną ścieżkę.

„Po co?” – pytało mnie już wiele osób. Dla nich najlepsze wyjście to wsiąść na rower, do autobusu lub samochodu, żeby jak najszybciej znaleźć się w domu. „Po co?” – pytam ich z kolei ja. Po co ten pośpiech? Dokąd tak pędzicie? Czemu chcecie być w domu „jak najszybciej”?

Większość ludzi tak ma. Zaraz po obudzeniu muszą słyszeć muzykę. W pracy robią to samo – wchodzą i od razu włączają radio. Byleby coś brzęczało: melodia, śpiew, głos dziennikarza, wieści z kraju i ze świata. Nie pracują w ciszy. Ciągle rozmawiają. Dzielą się najnowszymi plotkami. Opowiadają żarty. Dyskutują zaciekle o polityce. Wszystko dzieje się szybko.

Od rana do wieczora panuje hałas. I nie chodzi tylko o dźwięk. Portale informacyjne, Facebook, Instagram, Tik Tok, YouTube – dźwięk, tekst, zdjęcie, film. Film? Byleby niezbyt długi. Najlepiej do kilkudziesięciu sekund, bo za chwilę trzeba obejrzeć kolejny i następny.

Każdy z nas odbiera codziennie tak ogromną ilość bodźców, że można byłoby nimi doprowadzić do obłędu setki ludzi pokolenia naszych dziadków. Mamy to na własne życzenie. Sami je generujemy, sami decydujemy się nimi karmić, sami się nimi ogłupiamy. To jest jak średniowieczny dance macabre – taniec śmierci.

Kończymy dzień rozkojarzeni, zdenerwowani, wyczerpani, pobudzeni, przestraszeni, zasmuceni. Wszytkie treści, które skonsumowaliśmy w ciągu dnia, odbijają nam się nam czkawką i powodują cierpienie umysłu.

Zwróćmy uwagę na słowo „bodziec”. Zdecydowanie wolę to słowo niż pochodzący z angielskiego „impuls”. Jednak zarówno „bodziec” jak i „impuls” dobrze obrazują to, jak działa na nas informacja, docierająca do umysłu za pośrednictwem zmysłów. Ten natłok informacji jest czymś, co nas „bodzie”, kuje i poraża jak „impuls”.

Czy „odmóżdzanie” pomaga?

Po całym dniu wracamy do domu, gdzie czekają na nas obowiązki, na które nie mamy już siły, bo prawie całą energię strawiliśmy na pochłanianie informacji, z których większość nie była, nie jest i nigdy nie będzie nam do niczego potrzebna. No ale cóż – obowiązki to obowiązki.

Przychodzi spokojny wieczór. Nareszcie można odpocząć i się zrelaksować. I co robi wtedy większość z nas? Włączamy telefon, żeby pooglądać coś „odmóżdżającego”. Jednak to, co miało nas odmóżdżać ostatecznie nas zamóżdża, bo jest to de facto dodatkowa porcja bodźców.

W końcu ciało i umysł się wyłącza, a telefon wypada nam z ręki. Niewypoczęci witamy nowy dzień…

Szept naszego wnętrza

Jak wspomniałem na początku tego wpisu, mam w zwyczaju wracać z pracy, idąc pustą leśną ścieżką. Spacerując spokojnym krokiem, podziwiam przyrodę. Czasami dotykam kory drzew. Niekiedy wezmę do ręki patyk lub kamień. Słucham szumu liści i śpiewu ptaków. Oddycham głęboko i spokojnie.

Zawsze mam ze sobą „różaniec” składający się z czterdziestu paciorków. Nie służy mi do modlitwy, lecz do odliczania oddechów. Wdech, wydech, kolejny paciorek. Wdech, wydech, następny. I tak czterdzieści razy. Kiedyś wytłumaczę, dlaczego akurat czterdzieści. Na teraz najważniejsze jest to, że te paciorki pomagają mi skupić się na oddychaniu.

Po kilku oddechach przychodzi spokój. Uwielbiam ten stan wyciszenia i relaksu. Wtedy po prostu „jestem”. Nie myślę o tym, dokąd idę. Zostawiam za sobą wszystko, co danego dnia się wydarzyło. Jestem – i to wystarczy.

W tej ciszy zaczynam słyszeć samego siebie. Z ciszy wyłania się szept mojego własnego wnętrza. Spokojne, ciche, lekko płynące myśli. Boska inspiracja.

Panaceum na przebodźcowanie

Zakończę historią zaczerpniętą z Biblii. W tym miejscu zupełnie nie jest ważne, czy jesteś wierzącym czy niewierzącym człowiekiem. Odłóż to na bok. Historia, którą się z Tobą podzielę, doskonale obrazuje to, o czym jest ten wpis. Zobaczysz, czym jest panaceum na przebodźcowanie.

Prorok Eliasz znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Za to, że powiedział kilka słów prawdy, zmuszony był ukrywać się przed pościgiem władz. Znalazł schronienie w jaskini, gdzie miał nadzieję odpocząć, zebrać myśli i znaleźć odpowiedź na pytanie: „Co mam teraz zrobić?”.

Eliasz chciał usłyszeć głos Boga. Liczył na to, że otrzyma od Niego pouczenie. Modlił się, a potem:

Powiedział na to Jahwe: Wyjdź stąd i wejdź na górę. Zatrzymaj się na górze, bo tamtędy będzie przechodził Jahwe. Nadejście Jahwe poprzedziła wichura tak gwałtowna i silna, że rozdzierała góry i kruszyła skały. Ale Jahwe nie było w owej wichurze. Potem przyszło trzęsienie ziemi. Po trzęsieniu ziemi ukazał się wielki ogień, ale w nim również nie było Jahwe. Dopiero po płomieniach ognia ledwie dał się słyszeć szmer łagodny i lekki.

Pierwsza Księga Królewska 19, 11-12 (Biblia Warszawsko-Praska)

Eliasz to każdy z nas, Ty i ja. Co jakiś czas, jak to mówią, dochodzimy do ściany. Chowamy się w jaskini przed światem. Szukamy schronienia, spokoju, ciszy, ukojenia i odpowiedzi na dręczące nas pytania. Bóg przyszedł do Eliasza. Nie było go jednak w wichurze. Nie było go w trzęsieniu ziemi. Nie było go też w wielkim ogniu. Nie oczekujmy, że Bóg lub wewnętrzny głos (nazywaj to jak sobie chcesz) przyjdzie do nas pośród kolejnej porcji bodźców. Bóg przychodzi w „szmerze łagodnym i lekkim”.

Szukaj tego „szmeru”. Jeśli go jeszcze nie doświadczyłeś/-łaś – spóbuj. Warto. Nie zawiedziesz się.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s